|
2009-08-07 11:21:11
Rozdział XVI
***
Ogromne, ciężkie wrota otworzyły się z jękiem. Do sali wnidły trzy postaci. Mefisto już dłuższą chwilę czekał na swego wyjątkowego gościa. Zastanawiał się, jak powinien pokierować rozmową, by osiągnąć zamierzony cel. Przyjrzał się istocie przyodzianej w srebrne szaty, jakby oceniał jej potęgę. Uspokojony rzekł do dwójki kapłanów:
- Możecie odejść.
Ci oddali mu pokłon i wycofali się z pomieszczenia. Nie czekając, mężczyzna o czerwonych włosach wstał z tronu i wolnym krokiem zszedł z kilku stopni na czarną posadzkę.
- Skoro odważyłeś się tu przybyć, to oznacza, że naprawdę coś wiesz? Dobrze wybrałeś.
Gość rzucił księciu Piekieł gniewne spojrzenie.
- Robię to tylko dla mojego pana. - Wycedził chłodno.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
Mefisto posłał mu kpiący uśmieszek. Zapowiadała się długa i męcząca rozmowa. Przybysz zdawał się lojalnym poddanym, a tym samym posłuszną marionetką. Książę czuł się jednak niezbyt pewnie. Z jednej strony wreszcie otrzyma, a raczej zabierze, to, na co tak długo czekał. Nie cieszyło go to jednak w chwili obecnej tak bardzo, jak się tego spodziewał. Część jego umysłu jakby oderwała się od "właściwej" reszty i bezwolnie przemierzała pałacowe korytarze, szukając pewnej komnaty.
***
Gniew i wściekłość odmalowały się na dziecięcej twarzy, czyniąc ją jakby starszą i straszną. Hana poczuła lekkie ukłucie niepokoju. Nie zamierzała się jednak wycofywać, choć przecież tak wyraźnie widziała, że on tego pragnął. Poruszanie tematu Asmodeusa z całą pewnością było ryzykownym posunięciem. Być może pół roku wcześniej rzeczywiście wycofałaby się, lecz nie teraz. Pół roku w piekielnych otchłaniach, z dala od rodziny i przyjaciół, za towarzystwo mając jedynie demony, nauczyło ją, jak należy z nimi postępować. Poza tym miała dość życia w niewiedzy. Cała jej wiedza na temat demonów, ich hierarchii, reguł panujących w tym świecie pochodziła od Nelchaela, Asahela oraz Nefilim. Nieustannie przeczuwała, że i oni nie mówią wszystkiego, co sami wiedzą. Dręczyło ją to, że nikt nie chciał jej zaufać.
- No więc? Kim był Asmodeus? - Zapytała unosząc brwi.
- Po pierwsze: nigdy więcej nie wymawiaj jego imienia w mojej obecności. - Odparł wzburzony.
- Dlaczego?
- Bo tak!
- Asmodeus. - Syknęła na złość, a kąciki jej ust nieznacznie się uniosły.
- Milcz!
Jego oczy rozszerzyły się w przypływie furii. Stały się jaskrawofioletowe. Przenikały lodowatym spojrzeniem, zadając niemal fizyczny ból. Godziny nauk u Nefilim przynosiły efekt, choć musiała włożyć sporo wysiłku, by przezwyciężyć wpływ tej aury - silniejszej i mroczniejszej niż aura mistrzyni. Hana zdawała sobie sprawę, że Kai był potężny, ale przecież to było dawno temu. Nie mógł posiadać tak ogromnej mocy i po prostu spokojnie maszerować sobie uliczkami Pierwszego Kręgu bez wzbudzania podejrzeń. Skąd więc ten nagły przypływ energii?
- Jak zwykle nad sobą nie panujesz!
Oboje aż podskoczyli, gdy do ich uszu dobiegł przenikliwy, kobiecy głos. Jak na komendę odwrócili się w stronę, z której dochodził.
- Ależ macie genialne miny!
Dźwięczny śmiech rozładował resztki napięcia. Kto, jak kto, ale Kaia wiedziała, jak zrobić "wejście smoka". Tuż obok ognistowłosej stały dwie zakapturzone postaci. Ludzka dziewczyna patrzyła na nie, czekając, aż zdejmą kaptury. Wreszcie oboje ściągnęli peleryny. Hana wypuściła głośno powietrze, po czym skłoniła się nauczycielom. W głębi serca zastanawiała się, czy to właśnie na nich czekał Kai. Zerknęła na chłopca, który wyglądał na lekko zaskoczonego i niezadowolonego. Wydarzenia najwyraźniej nie przebiegały tak, jak to sobie obmyślił.
- Przyszliśmy za Fenrirem. - Pospieszyła z wyjaśnieniami Kaia. - Pobiegł się trochę pobawić z tymi pięcioma chłopaczkami. Chyba mu się nie spodobał pewien epitet, którym się posłużyli. Ale szczerze mówiąc, po tym, co tu przed momentem zaszło i tak byśmy trafili. Założę się, że twoja matka już tu zmierza.
Hanę zdziwił spokój, z jakim dziewczyna oznajmiała złą wiadomość. Co więcej - na jej ustach zamajaczyło coś na kształt uśmiechu.
- Odnoszę wrażenie, że miało cię tu nie być. - Rzucił ironicznie chłopiec.
- Tak? No popatrz!
- Wiesz, co się stanie, jeśli się z nią spotkasz?
- Hmmmm... zastanówmy się... Powiem, że to ja wpadłam w furię i wyżyłam się na piątce drobnomieszczańskich pachołków.
- Nie to mam na myśli, dobrze wiesz.
- Ehhh... i bądź tu dobrą siostrą... Twoja matka nic mi nie zrobi. Postarałam się o pozwolenie od ojca.
Kai uniósł brwi.
- Berith nie przybędzie.- Stwierdziła, a po krótkiej chwili dodała: - na co jeszcze czekasz, bracie? Na zbawienie?
- Mogłabyś się czasami uciszyć i nie wtykać nosa w nie swoje sprawy?
- Nie moje sprawy?! Tak mi się odwdzięczasz? Dobrze. Następnym razem sam będziesz rozmawiał z Agaresem!
- Dobra, dobra, rozumiem. Przepraszam. Chodź, Hana!
Złapał dziewczynę za rękę i mocno pociągnął, tak, że na ułamek sekundy straciła równowagę. Ostatni raz zerknęła na ognistowłosą, Asahela oraz Nefilim, po czym podążyła za Kaiem.
- Żegnaj. - Usłyszała głos mistrza. Nie zdążyła odpowiedzieć.
***
Nie miała bladego pojęcia, dokąd prowadzi ją chłopiec. Od pewnego czasu kluczyli plątaniną korytarzy, mijając łudząco podobne drzwi po obu stronach, skręcając niemal na każdym skrzyżowaniu. Ukradkiem muskała dłonią mahoniowe drewno, by dowiedzieć się dokąd prowadzą poszczególne wrota. Nie mogła się opanować - musiała zaspokoić swoją ciekawość. Zwłaszcza, że miejsca przeznaczenia owych wrót zdawały się bardzo nęcące. Kai stąpał kilka kroków przed nią, pisząc jednocześnie różnorakie rozporządzenia. Hana rzuciła okiem na pożółkłe kartki, lecz po chwili powróciła do badania przejść, gdyż było to o wiele ciekawsze zajęcie.
- Kai?
Zapytała, mając świadomość, że Kai może robić wiele rzeczy jednocześnie.
- Hmmm?
- Dokąd zmierzamy?
- Zobaczysz.
Potrzebowała chwilki, by się opanować. Nadal denerwowało ją to, że chłopiec często unika odpowiadania na zadawane pytania. Równocześnie zauważyła, iż on sam jest całkowicie spokojny, zupełnie, jakby sytuacja w karczmie nigdy nie miała miejsca. Postanowiła wykorzystać zaistniałą sytuację.
- Dlaczego demonom nie wolno wymieniać jego imienia?
Skrzywił się lekko, a po krótkim milczeniu rzucił:
- Nie chodzi tu tylko o imię. Jakiekolwiek dyskusje o demonie, którego masz na myśli są zakazane.
- Ale dlaczego?
Uśmiechnął się delikatnie i ujmująco.
- Czyżbyś właśnie usiłowała wciągnąć mnie w taką dyskusję?
Musiała na chwilę zrezygnować z tematu Asmodeusa.
- Co się stało z tamtą piątką?
- Świetne pytanie. Pozwolę ci je zadać Fenrirowi, jeśli zechcesz.
- Ale ty wiesz, prawda?
- Owszem.
- Więc dlaczego mi nie powiesz?
Znowu milczenie. Jak dotąd nieczęsto po prostu milczał. Zawsze miał przygotowaną jakąś ripostę, czy choćby sarkazm. Odwrócił głowę w bok.
- Nie zawsze będę obok, by odpowiedzieć na dręczące cię pytania.
- Zamierzasz...
- Być może. Nie znam kart przyszłości. Gdyby tak było...
Uciął w połowie zdania. Albo zrobił sobie coś w głowę, albo to nie jest Kai – pomyślała.
- Jesteśmy prawie na miejscu.- Usłyszała.
Minęli jeszcze dwa skrzyżowania, kierując się cały czas prosto, aż chłopiec zatrzymał się raptownie.
- Dziwne.- Rzekł jakby czymś rozbawiony.- Bardzo dziwne.
- O co chodzi?
- Nie przypuszczałem, że dane mi się będzie spotkać z pewną osobistością w takich okolicznościach.
***
- Sądzę. że wiem już dość.
Mężczyzna o włosach koloru krwi odwrócił się plecami do przybysza. Nie mógł widzieć lodowatego spojrzenia przesyconego nienawiścią, jakim obdarzył go gość.
- Obserwuj ją uważnie. Jeżeli coś się wydarzy, poinformuj mnie.
- To wszystko? Tylko tyle?
Istota nie wydawała się usatysfakcjonowana. Z trudem panowała nad głęboką niechęcią do księcia. Mefisto nie był na tyle głupi, by dalej prowokować swego nowego sługusa - nie mógł mu jeszcze w pełni zaufać. Pragnął go jak najprędzej odprawić i zagłębić się wreszcie w upojenie czające się w którejś z komnat. Odwrócił się czym prędzej w stronę gościa.
- Odejdź.
Dzikie ogniki zaiskrzyły się w jasnych oczach. Przybysz zgrzytnął zębami, po czym błyskawicznie się oddalił.
***
Hana zasłoniła oczy przed kłującymi promieniami słońca. Odwykła od tak intensywnej jasności. W Piekle nigdy nie świeciło słońce - panował tam przygnębiający, popielaty blask, którego źródło stanowiła magia. Zapomniała już jak to jest wygrzewać się w cieple pełnego lata. Lata? Potarła brodę i z wyrazem głębokiego skupienia na twarzy zaczęła przeliczać czas między wymiarami. Coś jej się nie zgadzało. Według obliczeń na Ziemi powinna panować późna jesień. Białe i różowe kwiaty w pełnym rozkwicie, przesycające powietrze wokół słodką wonią, powinny zastępować powoli żółknące liście. Szczerze wątpiła, by był to jeden ze skutków efektu cieplarnianego. Rozejrzała się wokół, próbując znaleźć logiczne wyjaśnienie, co byłoby miłą odmianą po doświadczeniach z Pierwszego Kręgu.
Krajobraz bynajmniej nie przypominał jej rodzinnych stron. Postanowiła zapytać Kaia wprost.
- Gdzie jesteśmy?
Chłopiec rozejrzał się wokół ciekawie, po czym stwierdził, że wylądowali niedaleko celu. Podszedł do drzewa rosnącego najbliżej, by schronić się przed rażącą jasnością. Usiadł, podkurczając jedną nogę i opierając na niej głowę zapytał:
- Chciałabyś zostać czarownicą?
Dziewczyna zamrugała zaskoczona. Demon najwyraźniej się z niej nabijał. Postanowiła kontynuować tę zabawę.
- Jasne! Zawsze marzyłam o lataniu na miotle. - Zapewniła. Nie musiała się wysilać, by wyglądać przy tym przekonująco. Jako mała dziewczynka naprawdę o tym marzyła.
Kai uśmiechnął się przebiegle. Pstryknął palcami i w powietrzu zmaterializowała się oprawiona w szarą skórę księga. Tomiska, przez które przebrnęła w domu Nelchaela nie należały do najlżejszych, ale ta przebijała wszystkie. Hana stwierdziła, że pomimo swej opasłości, wygląda na wyjątkowo nie-antyczną.
- Co to? - Zapytała niechętnie.
- Twój własny, unikalny podręcznik demonologii, a w zasadzie spis treści spisu treści. Nie miałem wiele czasu.
Pomijając fakt, że "spis treści spisu treści" przywołał w jej pamięci wspomnienie studiów, nurtowało ją ostatnie zdanie, wypowiedziane przez małego demona.
- Chcesz mi powiedzieć, że to twoje dzieło?
- Owszem. Tak, tak... zaraz zacznę wysłuchiwać zdań w stylu "Nie wiedziałam, że piszesz książki!"
- Ale nie miałam pojęcia...
Wzięła do rąk ciężką lekturę. Przyjemna w dotyku skóra wręcz błagała, by poznać tajemnice stronic. Dziewczyna spróbowała uchylić okładkę. Nie spodziewała się takiego oporu. W zasadzie nie spodziewała się żadnego oporu.
- To twoje pierwsze zadanie.- Oświadczył chłopczyk.- Musisz otworzyć tę księgę. Potem, mogę cię wszystkiego nauczyć.
Przez ułamek sekundy liczyła, że się przesłyszała. Wystarczyło jedno spojrzenie w głąb fioletowych zwierciadeł, by ocenić, że jednak nie padło jej na słuch.
Nie chodziło o to, że nie umiała jej otworzyć. Ta kwestia stanowiła błahostkę. Obawiała się Kaia w roli nauczyciela. Nie. To nie było prawidłowe określenie. Nie potrafiła sobie tego nawet wyobrazić. Parsknęła histerycznym śmiechem. Chłopczyk nadal się uśmiechał. Zupełnie, jakby przewidział jej reakcję.
- Wiesz, jak to zrobić, prawda? - Zmrużył oczy.
Oczywiście, że wiedziała. Problem polegał na tym, że nie znajdowali się w Piekle, więc musiała się dobrze zastanowić, czy otwarcie sobie dróg do stronic zakazanej wiedzy jest tego warte. Przełknęła głośno ślinę.
- Nadal się zastanawiasz?
- A co jeśli...
- Jeśli? - Uniósł brew.
- Jeśli coś pójdzie nie tak? Popełnię jakiś błąd i to wymknie się spod kontroli?
Głośny śmiech rozdarł przestrzeń wokół.
- Dlaczego coś miałoby pójść nie tak?
- Ja...
- Widzę, że mnie nie doceniasz. Mając na swych usługach coś takiego jak ja... Nie ma takiej możliwości, byś zawaliła sprawę. Jednakże...- W tym miejscu zniżył głos.
Zakryła sobie uszy. Właśnie tego się obawiała. Nie chodziło jej wcale o popełnienie błędu. Nie chciała usłyszeć tego, czego się lękała najbardziej.
- Ratowanie twego żywota może nie być w tym przypadku usługą bezpłatną. Wiesz, że są pewne odstępstwa od paktu?
Pokiwała głową, zaciskając jednocześnie zęby.
W wolnych chwilach, kiedy Nelchael był skory do rozmów, siadali razem przy kominku i gospodarz wykładał dziewczynie zasady rządzące demonicznym światem. Szczególną wagę przywiązywał do wszelkich „kruczków”. Hana nie sądziła wówczas, iż ona sama znajdzie się w jednej z przytaczanych sytuacji. To wszystko było tak odległe, a jednak słuchała uważnie.
- Więc jak?
- Zrobię, czego ode mnie oczekujesz. Pod jednym warunkiem.
- A ty znowu swoje?
- Powiesz mi, gdzie jesteśmy?
- Rozejrzyj się. Dla mnie to oczywiste i w twoim przypadku również tak powinno być. Hana, czyż Nefilim nie uczyła cię, czym jest magia i jak ją odnaleźć? - Obrócił się wokół własnej osi, jakby tańczył.- Wystarczy tylko odwaga, by po nią sięgnąć.
- Dobrze więc. Czy dziś wypada pełnia?
- A czy mogłoby być inaczej?
Wszystko działało na jej niekorzyść, lecz nie dała tego po sobie poznać. Przynajmniej taką miała nadzieję.
- Ach! Byłbym zapomniał! Zaprosiłem kilkoro przyjaciół. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? - Gdy to mówił, wydawać by się mogło, że jest dobrym, przykładnym chłopczykiem, a nie obłudnym diablątkiem.
- Ty nie masz przyjaciół.
- Mam ciebie. Nowy nabytek w szeregach to zawsze wielkie wydarzenie.
Co ten gnojek sobie wyobraża – pomyślała.
- Zacznij się nastawiać psychicznie. Strój i niezbędne składniki będą na ciebie czekać.
***
- W końcu się zjawiasz. - Kai przerzucił nogę na drugą stronę kamiennego parapetu i spojrzał na ogromnego, srebrnego wilka. - Czekamy na ciebie od godziny. Znowu się gdzieś włóczyłeś. Zapomniałeś już, jak to jest mieć pana?
Wilk zbliżył się do niskiego parapetu i usiadł obok. Kai podrapał go za uchem, jakby bawił się z owczarkiem. Tyle, że ten był przynajmniej trzy razy większy.
- Wybacz, panie. - Zaczął Fenrir, przyjmując ludzką postać. - Musiałem jeszcze coś...
- Jeżeli ta sprawa była ważniejsza niż ja... - Wszedł mu w słowo chłopczyk.
- Ależ skąd!
- Zapomnijmy już o tym. Tylko tracimy czas.
- Sądzisz, że sobie poradzi, panie?
Kai uśmiechnął się, odsłaniając zęby. Fenrir rzadko widywał u niego taki wyraz twarzy. Nigdy nie wiedział, co sobie wówczas myśli.
- Wiesz, Fenrir, ludzie mają takie powiedzenie: "Z palcem w nosie". Będziesz miał okazję zobaczyć, co ono oznacza.
Srebrnowłosy rozważał możliwości użycia owego zwrotu w praktyce. Zastanawiał się, czy można rzucać czary trzymając palec w nosie. Chyba raczej nie, a przynajmniej jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić. Przypomniał sobie natomiast, że od dawna nie miał do czynienia z czarownicą.
- Panie, czy jeśli nie spodoba ci się jej chowaniec, to będę mógł go zjeść?
- Myślałem, że się najadłeś.
- Ale... to chowaniec... - Wymruczał łakomie.
skomentuj (0)
|